To jest dokładnie ten przepis, który jest jak filet: same plusy, żadnego minusa. Jest szybki, małoskładnikowy i nieskomplikowany ! To jest również ten przepis, z którego korzystasz, kiedy Twoi goście dzwonią, że właśnie do Ciebie jadą. Więc Ty kręcisz ten deser i masz jeszcze czas na pomalowanie ust. Lubię go przede wszystkim dlatego, że słodkie równoważy się z kwaśnym. Słodycz mleka skondensowanego i kwas oraz “perfumy” limonki sprawiają, że ten deser, choć prosty, jest wyjątkowo elegancki. Do tego konsystencja jest niesamowicie kremowa. Jest deserem idealnym po bardzo obfitym obiedzie. Dlatego sprawdzi się idealnie w Święta lub na przyjęciach. * Zostawiam Wam filmik, na którym cudowny Jamie Oliver rozprawia się z granatem. Przyda się w przepisie, a może i w życiu...
Marchewkowe lubię szczególnie. To było jedno z pierwszych ciast, które upiekłam. Przywiązało się do mnie, a ja do niego. Przepadali za nim, jeszcze wtedy za podstawową wersją, moi współlokatorzy. Dziś też ma swoich wiernych fanów. Z czasem doszłam do proporcji, które spełniają moje oczekiwania o cieście marchewkowym. Ma być przyjemnie korzenne i wilgotne. Z tego przepisu korzystam często. Czasem coś dorzucę, ale generalnie nie wprowadzam szalonych modyfikacji. Za to kremy, oooo! Tutaj puszczam wodze fantazji. Dziś podzielę się z Wami jednym z nich: limonkowym z białą czekoladą. Włączcie Marchewkowe Pole i zaczynamy 🙂 W tym przepisie do odmierzania produktów używam szklanki o pojemności...