Absolutnie uwielbiam kawę. Nie piję jej dużo, nie. Nigdy specjalnie nie służyła mi do rozbudzania. Jeśli nie spałam, spałam źle lub była akurat pełnia, to nic mi nie pomoże. Ale okej, ta kawa. Bez cukru i bez mleka. Piękna czarna, w ulubionym akurat kubku. Pierwszą kawiarkę kupiłam 10 lat. Wybrałam się pooglądać sztukę nowoczesną do muzuem Guggenheim, wyszłam z kawiarką. Z muzeum, wiem, ale była tak pięknie zaprojektowana, a ja mam taką słabość do pięknych przedmiotów, że przytuliłam ją do serca i do dziś żyjemy sobie razem. Mamy w domu to i tamto do kaw alternatywnych, bo lubimy się bawić w gramy i temperatury, ale kawa z kawiarki jest dla mnie największym rytuałem. To jest moje codzienne hygge. Wybieram kawę, mielę, przygotowuję wodę, wsypuję zmielone ziarka, planety układają się w sprzyjącą dla mnie konstelację, zakręcam, stawiam na gazie, promienie słońca wpadają przez okno, wybieram kubek, dom pachnie orzechami i czekoladą, uśmiecham się. Dzień dobry, to będzie dobry dzień. Z tej wielkiej miłości zrodziło się kilka przepisów, dlatego dziś czas na babeczki kakaowe, cudnie wilgotne, czarne jak kawa, które podaję z puszystym kremem kajmakowo-kawowym. * już o tym pisałam, ale dla mnie kupny kajmak jest tylko jeden: gostyński ** babki są proste, a krem potrzebuje trochę cierpliwości i tylko tyle *** użyłam szprycy z okrągłą koncówką, szeroką; jeśli nie masz lub masz inny pomysł na wykończenie, to też dobrze 🙂 **** ciasto do papilotek nalewam (powinno być lekko płynne, nie przejmuj się) łyżką do lodów (mniej bałaganu) ***** jeśli możesz, użyj kawy z kafeterki lub ekspresu ****** mleko bezlaktozowe lub roślinne też się sprawdzi. Używam czasem ryżowego. -> Co zrobić...
Jakie ciasto upiec Francuzom, jeśli ich kuchnia jest tak dobra? Na każdym rogu, w małej rodzinnej knajpie lub pełnej turystów restauracji, zje się smacznie. Maślane brioszki, tęczowe makaroniki, naleśniki z karmelem, nugaty – wszyyystko jest pyszne! I wszystko chcę! Dlatego z Francji zwykle wracam z nadbagażem. I nie chodzi tu wcale o walizki. Do rzeczy. Zaprosili nas francuscy Francuzi na party. Nic takiego, każdy ma coś upichcić, przynieść i będzie miło. I wtem: „Sonia, upieczesz coś, prawda?” Ehem. Tak. Jasne. Oczywiście. Upieczesz coś trzydziestu Francuzom, którzy zamiłowanie do dobrego jedzenia mają w genach. Po namyśle stawiam na czekoladę. Czekoladę lubią chyba wszyscy? Konkretne brownie z karmelem i solą, która podbije smak, a jak nie, to mnie najwyżej wyniosą na tarczy… Więc podbijam tym ciastem francuskie serca i uznaję je za ciasto wyjątkowe i magiczne. Ciasto Keine Grenzen! W wersji super deluxe będzie idealne na Wielkanoc 🙂 Możecie je udekorować czekoladowymi jajeczkami, np. złotymi lub świeżo ciętymi kwiatami....
W naszym domu białka nigdy się nie marnują. Jeśli robię kremy lub profiterolki, jako kolejna zawsze nadejdzie beza 🙂 Ten biały i elegancki puch, który w piekarniku przechodzi niesamowitą transformację, jest ulubionym ciastem naszej rodziny. W zasadzie nie ma świąt, imienin czy urodzin bez bezy. Lubimy taką wysuszoną i chrupką i taką ciągnącą się. Z kremami słodkimi, kwaśnymi lub pokruszonymi w Eton messie. Lubimy każdą, najlepiej z czarną kawą. Choć beza jest wypiekiem kapryśnym, to zrobienie jej wcale nie jest takie trudne. Kilka prostych zasad na pewno ułatwi sprawę. Przed ubiciem bezowej piany sprawdźcie, czy miska i widełki są czyste. To ważne, ponieważ tłuszcz może nam utrudnić sprawę. Podobnie jak pozostałości z żółtka. Przed dodaniem cukru upewnijcie się, czy białka są wystarczająco ubite. Jeśli dodamy cukier zbyt wcześnie, piana może się nie utworzyć. Nie warto też niczego przyspieszać. Stopniowe dodawanie cukru pozwoli się mu odpowiednio rozpuścić. A kiedy beza jest już w piekarniku, nie otwierajcie go!...