Ta beza jest piękna i egzotyczna jak wakacje na złotym piasku. Kiedy pieczesz ją zimą, to cieszysz się, bo wygląda jak słońce na talerzu. Jesienią też pasuje – do złotych liści, nasiadówek u znajomych lub kolejnego odcinka z Netflixa. Do tego jest słodka, ale kiedy masz już dość tej słodyczy, przychodzi wybawienie w postaci marakui. Pachnącej jak Chanel. W tej bezie są jeszcze dwie sprawy. Dla tych, którzy wyłapią wszystko, jest orzeźwienie z japońskiej herbaty matcha. A dla tych, co jak ja chodzili z dziadkiem na kokosanki i kochają to wspomnienie i ten smak, jest kokos ukryty w białku. I kiedy robisz to ciasto, to w sercu twym taniec, w głowie spokój, a w domu radość. ...
Moja Mama. Największy miłośnik słodyczy w całym kosmosie. Ciasta nie odmówi nigdy. Kiedy po wejściu do mojego mieszkania widzi, że wypieku brak, pyta rozczarowana: „Nic nie upiekłaś? Ty? A masz chociaż cukierka?”. Chociaż generalnie twierdzi, że słodkiego nie je prawie wcale, to w samochodzie, torebce i kieszeniach zawsze się coś znajdzie. Jasne, że się znajdzie i to właśnie świadczy o tym, że Ona nie je. To wszystko sobie tak leży 😉 Mama piekła dużo. Piekła też dobrze. Koleżanki z pracy zamawiały u niej torty na specjalne wydarzenia. Ja zamawiałam do znudzenia, na każdą możliwą okazję, Jej tort makowy. Nic mnie tak nie cieszyło na Święta Bożego Narodzenia jak ten tort. Był jeszcze brzdąc. Tylko raz spotkałam równie dobrego. Będąc we Francji zamówiłyśmy z siostrą ciastko, wbiłyśmy w nie widelce i wydałyśmy okrzyk radości: „Smakuje jak brzdąc Mamy!”. Tak sobie myślę, że jest to chyba najlepsza recenzja, jaką mogło dostać ciastko. Dziś piecze rzadko. Mówi, że nie ma już tyle cierpliwości i woli jak ja zrobię. Na Jej święta piekę zwykle tort bezowy, miłość Jej wielką. Nie ma chyba takiej ilości bezy, której nie byłaby w stanie zjeść. Śmiejemy się czasem z siostrą, że nie ważne, że przyjechałyśmy. Ważne, że przywiozłyśmy bezę 🙂 Na Dzień Matki nie mogło być inaczej. Tradycja rzecz święta! Lubię taki rodzaj rodzaj bezy, który nie jest zupełnie wysuszony. Zależy to też od dodatków, ale w proponowanej przeze mnie wersji właśnie ta pianka idealnie łączy się z kremem i jest jak puch. Żeby przełamać słodycz, zrobiłam mus rabarbarowy z cynamonem. A jeśli nie lubicie białej czekolady, spróbujcie wersji z konfiturą różaną. Do gotowej masy serowej dodajcie...
W naszym domu białka nigdy się nie marnują. Jeśli robię kremy lub profiterolki, jako kolejna zawsze nadejdzie beza 🙂 Ten biały i elegancki puch, który w piekarniku przechodzi niesamowitą transformację, jest ulubionym ciastem naszej rodziny. W zasadzie nie ma świąt, imienin czy urodzin bez bezy. Lubimy taką wysuszoną i chrupką i taką ciągnącą się. Z kremami słodkimi, kwaśnymi lub pokruszonymi w Eton messie. Lubimy każdą, najlepiej z czarną kawą. Choć beza jest wypiekiem kapryśnym, to zrobienie jej wcale nie jest takie trudne. Kilka prostych zasad na pewno ułatwi sprawę. Przed ubiciem bezowej piany sprawdźcie, czy miska i widełki są czyste. To ważne, ponieważ tłuszcz może nam utrudnić sprawę. Podobnie jak pozostałości z żółtka. Przed dodaniem cukru upewnijcie się, czy białka są wystarczająco ubite. Jeśli dodamy cukier zbyt wcześnie, piana może się nie utworzyć. Nie warto też niczego przyspieszać. Stopniowe dodawanie cukru pozwoli się mu odpowiednio rozpuścić. A kiedy beza jest już w piekarniku, nie otwierajcie go!...