Pierwsze buñuelos jadłam w moim ukochanym Leon. Już wcześniej o nich słyszałam, ale ponieważ są wypiekiem okolicznościowym, nie zawsze można je dostać. Więc czekałam spokojnie na Wszystkich Świętych, bo oprócz Huesitos de Santo (kości świętego, które przygotowuje się z masy migdałowej i żółtka) przejmują wtedy cukiernie. Buñuelos to takie malutkie pączusie lub ptysie i je się je jeden za drugim 😉 Te pierwsze, które jadłam, buñuelos de viento, miały dyniowe nadzienie i robione były z ciasta parzonego*. I to jest chyba najbardziej tradycyjny przepis. Ale smaków jest więcej. Ja osobiście przepadam za tymi z kremem chantilly lub, o tak właśnie! tymi z dorszem. Przepis, którym się z Wami dzielę jest łatwiejszą wersją, ale równie smaczną! I jest to świetny sposób na zużycie dojrzałych bananów 🙂 * Podstawową różnicą jest to, że ptysie się piecze a buñuelos smaży na głębokim oleju. ** Nie dodaję cukru do masy, ponieważ wystarczająca ilość cukru jest w dojrzałych...
Marzy mi się posiadanie cukierni. Moich kilka metrów pełnych słodyczy. Od progu unosić się będzie zapach karmelu, a półki wypełnione będą słojami z ciastkami i nugatami. Ja, wiecznie umazana kremami, dekorować będę nowe torty bezowe, marchewkowe, czekoladowe… Ciastka z matchą sprzedawać będę wczesną wiosną, by ich pięknym kolorem zaczarować pogodę 🙂 Do tego, połączenie białej czekolady z matchą jest...